Szybko, szybciej kurierowi się spieszy

Niemal każdy sprzedawca dostarczający swoje towary odbiorcom przy użyciu firmy kurierskiej radzi, by wysłany towar dokładnie obejrzeć w obecności kuriera. Chodzi o to, by adresat upewnił się, że otrzymał dokładnie to, co zamówił oraz że jego towar nie został zniszczony lub uszkodzony w czasie transportu. Jednak zarówno jedno, jak i drugie często jest niemożliwe, bo kurier odmawia zaczekania choćby chwilę, twierdząc, że się spieszy. Takie sytuacje stają się coraz bardziej nagminne. Gdzie i dlaczego kurierzy wciąż się tak spieszą? Odpowiedzi na te pytania są bardzo proste.

Kurierowi się śpieszy

Więcej kurierów

Zauważmy na początek, że rynek kurierski w Polsce nieustannie się kurczy. Firm z roku na rok przybywa, a to oznacza, że każda z nich ma coraz mniejszą część przesyłkowego tortu do zagospodarowania. Czasy kiedy do jednej lokalizacji – biurowca, urzędu czy bloku mieszkalnego – podjeżdżał jeden kurier z kilkoma przesyłkami odeszły do niebytu i raczej nieprędko wrócą. Dziś kurierzy dostarczają po jednej, góra dwie przesyłki do danej lokalizacji i jadą dalej. A dojazd do każdego adresu – to kolejne „stracone” minuty. Do rozwiezienia tej samej ilości paczek co kiedyś potrzebują zatem zdecydowanie więcej czasu.

 Więcej paczek

Ale i paczek przybywa. Coraz więcej rodaków korzysta z zakupów on-line, coraz więcej firm decyduje się na wysłanie np. dokumentów nie tradycyjną pocztą, a właśnie przez kuriera. To efekt polityki firm kurierskich, które oferują ciągle nowe rozwiązania, nowe usługi i korzystne ceny za nie. Firmy się cieszą z rosnącego zainteresowania klientów i większych obrotów, kurierzy także, bo mogą więcej zarobić, problemem pozostaje jednak czas. Bo skoro przesyłek jest więcej, a adresy są rozproszone po całym rewirze kuriera, trzeba jeszcze więcej czasu na ich rozwiezienie. A dzień pracy, przynajmniej teoretycznie, ciągle ma 8 godzin.

Mniej pieniędzy

Większa konkurencja na rynku firm kurierskich wymusza na nich coraz bardziej restrykcyjną politykę finansową w stosunku do swoich pracowników. Mówiąc wprost – płace w tej branży nie rosną, a raczej maleją. Kiedyś bywało, że za dostarczenie jednej paczki kurier dostawał około 5 złotych, dziś zdarza się, że dostaje 2 złote. I jest to kwota narzucona odgórnie, niezależnie od rzeczywistych kosztów dostarczenia przesyłki. W tej sytuacji, by zarobić tyle ile kiedyś, kurier musi dostarczyć więcej paczek w tym samym czasie. Każdy korek, każda awaria auta, każdy pomylony adres, każdy odbiorca, którego nie ma w domu, choć miał być, sprawiają, że kurier traci cenny czas. Nie dostarcza paczek, więc nie zarabia.

 Pośpiech wymuszony realiami

Mając więcej przesyłek do rozwiezienia przy znacznym rozrzedzeniu adresu, chcąc równocześnie godziwie na tej pracy zarobić – kurierzy po prostu muszą się spieszyć. A pośpiech prawie zawsze oznacza stres i nerwy, którym czasem dają upust przy odbiorcach. Są niegrzeczni, opryskliwi, popędzają ich, nie chcą odpowiadać na pytania, odmawiają czekania na sprawdzenie zawartości paczki. Zdarza się nawet, że dzwonią do adresatów z żądaniem odebrania paczki przed biurem czy domem na ulicy, nie chcąc tracić czasu na szukanie konkretnego lokalu. To zachowanie niedopuszczalne, podobne jak arogancja kurierów, ale z drugiej strony, konieczne z punktu widzenia samego kuriera. Każdy chce przecież godziwie zarobić. Warto o tym pamiętać przy najbliższym kontakcie z kurierem.